Ile w nas z człowieka?

eat - Blog - - 0 Comments

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jaka liczba najlepiej określa ludzi? Moim zdaniem najbardziej uniwersalna odpowiedź na to pytanie brzmi: 10 bilionów. Dlaczego? Możesz mi wierzyć- nie mam pojęcia o numerologii. Oparłem tę odpowiedź na doniesieniach naukowców, którzy oszacowali, że mniej więcej tyle komórek wchodzi w skład tkanek budujących ludzkie ciało. Okazuje się jednak, że nosimy ich w sobie znacznie więcej, konkretnie 10 razy tyle. Pozostałe komórki znacznie różnią się od „ludzkich”: charakteryzuje je na przykład brak jądra, czy skrajnie inny metabolizm. Mowa o komórkach bakteryjnych. W przeciętnym Kowalskim jest ich ok. 100 bilionów, czyli znacznie więcej, niż starych i młodych Homo Sapiens na trzeciej planecie od Słońca, ba, jest ich więcej, niż gwiazd w Drodze Mlecznej. Bakterie zasiedlające ludzki organizm nie są takie same: dzielą się na ok. 3 tysiące gatunków, a różnice wynikają z innej puli genów.

Profesor John Cryan to człowiek renesansu. Jest szefem katedry anatomii na jednym z najlepszych Irlandzkich uniwersytetów, specjalizuje się także w neurobiologii. Jego publikacje dotyczą konsekwencji zdrowotnych dla dziecka i matki wynikających z cesarskiego cięcia, jednak największą sławę w świecie nauki przyniosły mu badania nad florą jelitową ssaków.

W trakcie jednego z eksperymentów przeprowadzanego na myszach karmił grupę badaną pożywieniem wzbogaconym o Lactobacillus rhamnosus, probiotyczną bakterię, która bywa dodawana do produktów mlecznych, np. jogurtów. Grupa kontrolna otrzymywała normalny pokarm. Za potężnymi umysłami ciężko trudno jest nadążyć, dlatego nie zastanawiajmy się, dlaczego profesor Cryan po kilku tygodniach wrzucił obie grupy do naczyń wypełnionych wodą. Skupmy się na jego obserwacjach. Okazało się, że myszy „kontrolne” pływały znacznie bardziej chaotycznie, rozpaczliwie próbując wydostać się na brzeg (ja się im wcale nie dziwie). Po 4 minutach naukowiec wyłowił zwierzątka i pozwolił im obeschnąć. Osobniki, które otrzymywały jedzenie z probiotykiem również szukały wyjścia z niespodziewanej kąpieli, ich ruchy były jednak znacznie spokojniejsze, bardziej przemyślane, dlatego profesor wydłużył ich pobyt w wodzie do 6 minut. Czy zachowanie obu grup miało coś wspólnego z wytrzymałością? Odpowiedź brzmi: tak i nie. Zgodnie z notatkami Cryana, poziom hormonów odpowiadających za reakcje stresowe był blisko 100 razy wyższy w grupie kontrolnej, niż w grupie badanej! To one odpowiadały za mniejszą koncentrację, trudność w podjęciu decyzji, przez to chaotyczne ruchy i znacznie szybsze „wypłukanie” mięśni ze składników energetycznych. Okazało się, że gryzonie karmione Lactobacillusem miały nie tylko niższy poziom kortyzolu i adrenaliny, zmieniła się też ekspresja receptorów GABA w ich mózgach. Czego? GABA, czyli kwas gamma-amino masłowy to jedna z substancji sygnałowych w naszym organizmie. Odpowiada ona za przekazywanie informacji w systemie hamującym. Co z tego wynika? Najlepiej wróćmy do myszy: większa ilość pobudzonych receptorów GABA spowodowała mocniejszy efekt wyciszenia działania hormonów stresu. To właśnie, dlatego myszki z grupy badawczej były bardziej wyluzowane, dokładnie tak jak Ty, kiedy wypijesz kilka piw- etanol również działa na te receptory.

Wiemy już, dlaczego dana grupa zachowywała się w określony sposób. Wciąż jednak nie znamy roli bakterii w tej obserwacji. Dokładnie tym samym tokiem myślenia podążał profesor, dlatego postanowił powtórzyć eksperyment. Za drugim razem zdecydował, że przed umieszczeniem myszy w wodzie, przetnie grupie badawczej nerw błędny (coraz mniej lubię tego gościa). Nerw błędny, oznaczany również, jako X, zaliczany jest do nerwów czaszkowych. Wyróżnia się tym, że po opuszczeniu jamy czaszki kieruje się w dół, aż do brzucha. Temu też zawdzięcza swoją nazwę- jako jedyny zabłądził i unerwia obszar poza głową i szyją. Przecięcie tego ważnego szlaku sygnałowego było strzałem w dziesiątkę- wszystkie myszy zachowywały się tak samo, rozpaczliwie machając łapkami i tracąc cały spokój po zanurzeniu w wodzie. Cryan wywnioskował, że bakterie jelitowe w jakiś sposób musiały wpływać na mieszczący się w mózgu układ GABA-ergiczny poprzez nerw błędny.

Powstało pytanie- czy taki sam proces mógłby mieć miejsce w ludzkim organizmie?

Na odpowiedź Nie trzeba było długo czekać. Francuscy naukowcy postanowili sprawdzić wpływ bakterii na zachowanie ludzi. Grupa badana otrzymała tym razem 2 szczepy probiotycznych organizmów– Lactobacillus i Bifidobacterium. Po kilku tygodniach psycholodzy ocenili, że biorący udział w badaniu byli mniej zestresowani, lepiej radzili sobie z niepokojącymi sytuacjami, a ich nastrój i chęć działania uległy poprawie. Powstała teoria, zgodnie z którą niektóre szczepy przyjaznych nam bakterii posiadają zdolność syntezy serotoniny. Ta ostatnia bywa kolokwialnie nazywana hormonem szczęścia. Jej działanie możesz odczuć np. po zjedzeniu czekolady, a to za sprawą prostych węglowodanów zwiększających stężenie tego przekaźnika. Okazuje się, że wbrew temu, co niegdyś postulowali przedstawiciele świata nauki, najwięcej(nawet 80%) serotoniny powstaje nie w ośrodkowym układzie nerwowym, a w jelitach. Wyniki tego i wielu kolejnych doświadczeń sprowokowały najtęższe umysły świata medycyny do postawienia sobie pytania: czy z pomocą probiotyków moglibyśmy skutecznie leczyć zaburzenia psychiatryczne? Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

Gdyby przyszło Ci do głowy zastanawiać się, dlaczego u licha jesteś gospodarzem dla organizmów, o których istnieniu na co dzień nawet nie pamiętasz, dobrze byłoby powrócić myślami do lekcji przyrody. Trawienie złożonych węglowodanów, czy wydobywanie azotu z aminokwasów na pewno nie zachodziłoby tak sprawnie, gdyby Twoje jelita nie otrzymywały pomocy od „obcych”. Dość powiedzieć, że wielokrotnie zbyt długie lub zbyt częste pobyty w toalecie wywołane są zachwianiem równowagi delikatnego świata bakterii probiotycznych. Prawdopodobnie nigdy nie opuszczalibyśmy świątyni dumania, gdyby nie heroiczna walka Naszych bakterii z patogenami, które nieustannie próbują skolonizować ludzki przewód pokarmowy. Wydzielanie zabójczych dla wroga substancji chemicznych, czy zmiana pH środowiska to tylko niektóre ze sposobów, w jaki probotyki próbują pokonać wroga.

Czy pamiętasz jak wspominałem, że metabolizm bakterii skrajnie różni się od naszego? Część reakcji, które prokariota przeprowadzają celem pozyskania energii, odbywa się z korzyściami dla ludzkiego organizmu. Jako swego rodzaju odpad powstają w nich np. witaminy B, czy witamina K, kluczowe do optymalnego funkcjonowania układu immunologicznego. W niektórych doniesieniach możemy przeczytać, że aż 70% odporności determinowane jest przez prawidłowy skład flory jelitowej.

Im więcej wiemy o królestwie bakterii sprzymierzonych, tym więcej nowych hipotez możemy wysnuć rozmyślając o chorobach, których etiologia nie została jeszcze wyjaśniona. Przewlekłe zespoły zapalne jelit, takie jak zespół jelita drażliwego czy choroba Leśniowskiego- Crohna dotychczas leczone były wyłącznie objawowo. Czy postęp mikrobiologii doprowadzi do możliwości eliminacji przyczyn? Patrząc przez pryzmat olbrzymiego wpływu flory jelitowej na naszą odporność, wielu doszukuje się podłoża chorób autoimmunologicznych w zaburzeniach proporcji szczepów bakterii zasiedlających przewód pokarmowy. Niektórzy postulują, że astma, reumatoidalne zapalenie stawów, czy niektóre rodzaje cukrzycy również mają swoje źródła w jelitach.

Zaburzenia równowagi flory jelitowej doprowadzić mogą do zmniejszenia szczelności połączeń zwierających między sąsiadującymi komórkami błony śluzowej jelita. Zwiększona przepuszczalność ułatwia wnikanie patogenów i szkodliwych substancji do naszego krwioobiegu, co prowadzi do nasilonej odpowiedzi ze strony układu odpornościowego.

Czy można utyć przez bakterie?

By-pass żołądkowy to najczęściej przeprowadzana operacja bariatryczna w Stanach Zjednoczonych. Polega ona na wycięciu sporej części żołądka i zespoleniem go z jelitem cienkim z ominięciem dwunastnicy. Mniejszy żołądek gwarantuje szybsze osiągnięcie sytości, a krótsza rura łącząca usta z odbytnicą to też krótszy czas wchłaniania pokarmu i mniejsza ilość przyswojonych kalorii. Okazało się jednak, że zmienia się znacznie więcej, niż anatomia przewodu pokarmowego. Po przeprowadzeniu zabiegu wytworzenia by-passu żołądkowego u myszy zaobserwowano dynamiczny spadek masy ciała. W ramach eksperymentu przeszczepiono florę jelitową zoperowanych myszy do jelit zdrowych zwierząt. One również straciły sporą część swojej masy. Do innego badania zaangażowano aż 792 osoby z nadwagą i wykazano, że w ich jelitach znajduje się określony gatunek bakterii. Przypuszcza się, że ułatwiają one trawienie i przyswajanie pokarmu, a przez to zwiększają ryzyko utycia. Prawdopodobnie ten gatunek symbionta odgrywał dużą rolę tysiące lat temu, kiedy pokarmy spożywane przez człowieka były surowe i nieprzetworzone.

Pamiętasz jeszcze myszy, które do obiadu dostawały porcję bakterii? Okazuje się, że naukowcy poczynili jeszcze jedną obserwację- zmienił się ich sposób chodzenia, na bardziej… kowbojski. Zaciekawieni uczeni podnieśli mysi ogonek i zauważyli znaczący przyrost masy jąder. Żeby dopracować swoje spostrzeżenia badacze postanowili, że jedną grupę gryzoni karmić będą śmieciowym jedzeniem z dodatkiem jogurtu, druga natomiast miała dostawać naturalne, zdrowe produkty, również z dodatkiem jogurtu. Okazało się, że jądra osobników obu grup zwiększyły swoje rozmiary, jednak te myszy, które przestrzegały zasad zdrowego odżywiania rozmnażały się szybciej, wydały na świat więcej zdrowego potomstwa, a jakość ich nasienia wzrosła.

Wszystkie wymienione wyżej przykłady na pewno sprawiły, że zacząłeś się zastanawiać jak mógłbyś zadbać o stan swojej flory jelitowej?

Niestety odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak przekonują nas producenci jogurtów. W wyrobach mlecznych zazwyczaj zawarte są tylko 2 szczepy bakterii, a to trochę za mało, by odbudować narażoną na ciągłe zagrożenie barierę. Jeśli w Twojej diecie znajduje się miejsce na jogurt, pamiętaj, by wybierać ten bez cukru- sacharoza to doskonała pożywka dla patogenów, które tylko czekają, by zająć miejsce Lactobacillusa.

Wiele osób decyduje się na przyjmowanie probiotyków pod postacią pigułek kupowanych w aptece. Zanim poprosisz panią magister o pierwszy lepszy preparat, warto wykonać całościowe badanie flory i zorientować się, które szczepy powinniśmy suplementować.

Doskonałym sposobem na poprawienie stanu naszej flory jelitowej jest spożywanie dużej ilości produktów kiszonych, takich jak kapusta, czy ogórki. Bądź jednak ostrożny! Wybieraj tylko te, które wyprodukowano dzięki naturalnej fermentacji, bez użycia substancji zakwaszających. Tak, tak to nie tylko różnica semantyczna, między kapustą kiszoną i kwaszoną jest prawdziwa różnica.

Jeśli Twoje zdrowie nie jest Ci obojętne, powinieneś także zapoznać się ze słowem “prebiotyk”. To nazwa określająca produkty wspomagające wzrost i przeżycie symbiotycznych bakterii jelitowych. Do prebiotyków zaliczamy między innymi fruktooligosacharydy, które znajdziesz w cebuli, szparagach, cykorii i karczochach. Poprawę stanu Twoich jelit zagwarantują też groch, fasola czerwona i inne rośliny strączkowe.

Mam nadzieję, że od dziś będziesz świadom istnienia wewnętrznych przyjaciół. Może nie napijesz się z nimi piwa, jednak ich pomoc jest nieoceniona. Pamiętaj o tym, żeby im się odwdzięczać i dbaj o swoje jelita.

Autor: Karol Gołębiewski